7.12.2013 – 01.03.2014
Contemporary Art Book / Mariusz Tarkawian

Kradzież dzieła sztuki jest gestem najwyższego uznania. Widzieć to dotykać, a dotykać – posiadać. Jednak obrazy, na które patrzymy rzadko kiedy należą do nas. Jakkolwiek udajemy, że zbiory wielkich muzeów należą do wszystkich, to logika rządząca tym sylogizmem przypomina inny, dotyczący śmiertelności, równie nieprzekonujący. Dzieło sztuki ma zasadniczo niewierną naturę - oferowane nawet przelotnemu spojrzeniu oferuje się każdemu, nie tylko swojemu właścicielowi.

Tarkawian dokonuje aktów plądrografii z niepohamowaną dezynwolturą. Przechwytuje, przejmuje, czyni swoim – gestem i zabiegami technicznymi. Buduje swoje katalogi, kolekcje przywłaszczeń. Ma w swoich zbiorach tysiące rysunków. Tworzy w ten sposób subiektywną historię sztuki. Te zapośredniczone lub odzyskane obrazy układa w sekwencje, komiksowe ciągi tworząc wielką powieść graficzną organizowaną przez archetypiczne tematy sztuki: miłość, śmierć i marzenia. Używa przede wszystkim ołówka, którym osiąga tempo fotograficznej migawki. Jego rysunki są błyskawicznym zapisem wybranego momentu, faktu, odwzorowaniem zdjęcia, reprodukcji dzieła sztuki. Jego lekka, techniczna kreska nie powinna nas zwieść – to obserwator zaangażowany. Jego dar obserwacji jest wyjątkowy a spojrzenie przenikliwe.

Jak Alevtina Kakhidze wykazuje nieposkromiony apetyt. O ile ona kradnie z witryn sklepowych, o tyle Tarkawian włamuje się do najlepiej strzeżonych muzeów, galerii, prywatnych kolekcji. Żaden obraz nie jest bezpieczny, żaden nie umknie przed jego spojrzeniem. Czerń, którą preferuje w ubraniu, zbliża go do Arsena Lupin ogarniętego gorączką kolekcjonowania, dandysa oddającego się voyeuryzmowi i włamywacza, złodzieja, którego tupet i śmiałość noszą znamiona wielkości.

Idzie dalej – po mimesis stylu, po kopiowaniu wielkich i mniejszych mistrzów, rzutuje ich w przyszłość, nie tak znowuż daleką. Na podstawie strategii, które przyjęli, rekonstruuje nieistniejące jeszcze dzieła. Wieloryba w formalinie albo swoje własne prace za dwie dekady. Jest to gra bardzo erudycyjna. Zarazem trudno mu odmówić daru prozelickiego.

Bluszczowa metoda śmiałych przechwyceń zbliża go zresztą do Szekspira, który też miał tendencję do wykorzystywania dzieł współczesnych sobie, acz mniej uzdolnionych artystów. Tarkawian jest pod tym względem demokratą - jego łupem padają wielcy: Koons, Warhol, Koons, bracia Chapman, z polskiej sceny: Sasnal, Bogacka, ale też Magda Sawicka, Kacper Kapela. Komizm i uśmiech, jaki te prace wywołują, przyjemność, jaką dają, nie jest w stanie znieść faktu, że są trzeźwą i bezwzględną diagnozą funkcjonowania rynku sztuki. Zamiast końca sztuki znaleźliśmy się w sytuacji postprodukcji.