26.02 –  31.03.2009
Projekt UFO / Szymon Rogiński

Szymon Rogiński, młody, urodzony w 1975 roku artysta, w swojej twórczości fotograficznej zajmuje się przede wszystkim dokumentem topograficznym, ale nie boi się przekraczać granicy oddzielającej tę fotograficzną konwencję od świata fikcji i wyobraźni. Być może wpływ na taki stan rzeczy ma fakt, że Rogiński oprócz działalności w polu sztuki zajmuje się pracą na potrzeby przemysłu medialnego (należy do światowej czołówki fotografów mody i reklamy).
Ten charakterystyczny sznyt twórczości można odnaleźć już we wczesnym projekcie USA (2001). Do realizacji szczególnego dla każdego, zwłaszcza europejskiego fotografa zadania, jakim jest fotografowanie Stanów Zjednoczonych, Rogiński przystąpił wyposażony nie tylko w klasyczny aparat Mamiya7. Istotniejsze od sprzętu były odłożone w świadomości artysty obrazy mistrzów obiektywu takich jak Timothy O’Sullivan, Walker Evans, Ansel Adams, Robert Frank czy William Eggleston (ale także wybitni polscy fotografowie jak Tomasz Tomaszewski). Przepracowaniu fotograficznemu, swoistej rewizji musiały ulec także klisze filmowe, przede wszystkim inspirujące kadry z Davida Lyncha.
Warto zauważyć, że fotografia i film nie była jedynym punktem odniesienia dla artysty, który już od amerykańskiej serii zdjęć prezentował niezwykle „malarskie” podejście do rzeczywistości. Klimat poetyckich w swoim realizmie obrazów Edwarda Hoppera wyczuwalny w wielu zdjęciach splata się z nową dawką emocji i wrażliwością Europejczyka na obcym kontynencie. Można powiedzieć, że w amerykańskim projekcie Rogiński doświadczył w pełni kondycji współczesnej fotografii; kondycji, którą konstytuuje napięcie pomiędzy koniecznością przedstawienia oryginalnego spojrzenia na temat a niemożliwością wyjścia poza szereg ikonicznych obrazów, stających się przedmiotem namysłu, ale też tematem gry z konwencjonalnością realistycznych przedstawień. Przypomnijmy, o USA – które poznajemy także poprzez obrazy Rogińskiego – jako nierzeczywistym świecie symulakr wyczerpująco pisał Jean Baudrillard (co ciekawe, autor Ameryki zilustrował swój wywód fotografiami). Do tego bogatego fotograficznego, filmowego i malarskiego dorobku, jak się wydaje z powodzeniem, dołożył swoje trzy grosze polski artysta, który w kolorowych wielkoformatowych zdjęciach przedstawił pejzaż Ameryki początku XXI wieku.

Uwspółcześnienie i odświeżenie znanej ikonografii krajobrazowej było zdecydowanie prostsze w drugim poważnym projekcie Rogińskiego jakim jest Polska (2003-6). W Polsce fotografia krajobrazowa utknęła wiele lat temu w martwej sztampie albumów pamiątkowych i kalendarzy turystycznych. Marazm ostatnich dekad – na tle którego wybijają się postaci Wojciecha Wilczyka, Michała Cały i tzw. szkoły jeleniogórskiej – jest tym bardziej dojmujący w kontekście wielkiej tradycji gatunku: od czasów XIX wiecznych mistrzów kamery jak Karol Beyer czy Awit Szubert, a także tworzących w wieku XX Jana Bułhaka (autora koncepcji na gruncie polskim „fotografii ojczystej”), Henryka Poddębskiego, Edwarda Hartwiga, Pawła Pierścińskiego czy Adama Bujaka. Wpisujące się w trend nowego dokumentalizmu początku XXI wieku fotografie Rogińskiego przekraczają odważnie dawne wzorce ikonograficzne. Polska okresu transformacji ze zdjęć Rogińskiego to kraj mroczny, niepokojący, czasem groteskowy (Godzilla). Niektóre kadry przypominają klatki z filmów grozy, thrillerów, ale także nawiązują do halucynacyjnej estetyki gier komputerowych. Wizjonerskie widoki nocne pokazują Polskę od nowej niesamowitej strony. O mrocznym, wręcz katastroficznym klimacie tych zdjęć wiele mówi tytuł wystawy zbiorowej, na której nocne pejzaże były pokazywane w jednej z berlińskich galerii: The End My Friend.

Jednak zdjęcia nocne okazały się nie końcem, lecz początkiem dalszych poszukiwań fotografa, który eksplorował przestrzeń między Bałtykiem i Tatrami, czas między nocą i dniem. Rozwijając serię widoków Polski o Jasność (2004-7), Rogiński wybrał świt, jako jedyną porę dnia, która zbiera w sobie klimat emocjonalny i łączy go z niezwykłym efektem tytułowej jasności. „Świt, który oglądam tylko gdy nie prześpię nocy, zawsze robi na mnie ogromne wrażenie”, deklaruje fotograf. Takie wrażenie wywierają również na odbiorcach wielkoformatowe fotografie z serii.

Bezsenność i charakterystyczny dla niej stan na granicy przytomności umysłu, bolesnej ostrości zmysłów, przy jednoczesnym podrażnieniu nerwów i wyczerpaniu ciała tematyzowana jest przez artystę w stworzonych w Tokio fotografiach (2005). Spektakularne, futurystyczne widoki metropolii przechodzą płynnie w podobnie niesamowite w klimacie zdjęcia z najnowszej serii pt. UFO (2007). Rozjaśniany charakterystycznym, punktowym światłem mrok, gwiaździste niebo i odludne tereny, które odwiedzają przedstawiciele Obcych są tematem tych zdjęć. W UFO na pierwszy plan wychodzi zainteresowanie autora potencjałem niesamowitego – freudowską kategorią „unheimlich” – którą skrywa tak techniczny i obiektywny wynalazek jakim jest fotografia. Ukazanie tego, co niewidzialne, niewyobrażalne, co przekracza ramy percepcji i czego nie da się objąć rozumem a jedynie można w to wierzyć, lub z tej wiary się śmiać. Tak jak patrząc na dokumentalne fotografie Rogińskiego zadajemy sobie również i w tym wypadku pytania, czy to już wszystko? Czy tylko tyle? Co jeszcze można zobaczyć? Co rozszerzy horyzonty naszego poznania i doświadczenia? Oglądając zdjęcia zbliżamy się do granicy dokumentu i fikcji, granicy tego, co przedstawialne. Rogiński stopniowo, acz z niespotykaną precyzją konstruuje efekt niesamowitości. Tu każdy szczegół zdjęcia jest równoważny dla zbudowania atmosfery i znaczenia całości. Jest to dokładnie odwrotna praca niż ta, którą przed stu laty wykonywali fotografowie seansów spirytystycznych, zjawisk paranormalnych zdecydowani manipulować techniką, wykorzystywać estetycznie chemiczne i optyczne błędy oraz załamania do stworzenia niesamowitych wizerunków. Dziś już prawie na nikim nie robi wrażenia efekt spowodowany przez wymykającą się spod kontroli fotografa technikę. Rozmazania emulsji, odbarwienia i prześwietlenia, podobnie jak proste montaże trudno brać za dobrą monetę w czasach Photoshopa.
Niesamowita – wręcz metafizyczna aura – emanuje ze zdjęć Rogińskiego. Wiemy, że również w fotografiach UFO efekt niezwykłości osiągnięty jest za pomocą techniki, lecz nie możemy (nie chcemy) mu się oprzeć. Niewiarygodnie realistyczne, doskonale zainscenizowane, zakomponowane, oświetlone i wykonane zdjęcia uwodzą stopniowo, zasiewają wiarę w coś niewytłumaczalnego, co przerasta banalną techniczność medium. W tym sensie UFO Rogińskiego jest wypowiedzią na temat wiary w inną niż postrzegalna zmysłami rzeczywistość. Te pejzaże są mistyczne, a duchowość (raczej niż wrażliwość), której odpowiadają jest nowoczesna. Pustka pola odwiedzonego przez Obcych (Innego) zaświadcza o wydarzeniu, którego nie mamy szansy dostrzec do momentu, gdy – paradoksalnie – w to wydarzenie nie uwierzymy. Innymi słowy, jak ktoś nie chce to nic nie zobaczy. Zainspirowany przez współpracującego od wielu lat z fotografem asystenta wierzącego w inteligentną formę życia pozaziemskiego fotograficzny cykl doprowadza nas tym samym do kwestii zgoła nie fantastycznych. Można by powiedzieć wręcz „egzystencjalnych”. Jeśli ludzie widzą w fotografii szyby lub drzewa figurę Matki Boskiej, jeśli w zdjęciu ogniska widzimy postać Jana Pawła II, to dlaczego w zdjęciach Rogińskiego nie zobaczyć tytułowego UFO? Bo czy w czasach Nowej Ery można żyć bez wiary? Z pewnością nie jest to niełatwe, ale – jak sugeruje Rogiński – zawsze możemy zawierzyć fotografii. Ona przecież nie kłamie.

Adam Mazur