Rozmowa z Magdaleną Sobolską

NIE WIEM, CZY CHCIAŁABYM OCALIĆ PRAWICĘ, ALE JAKIŚ POZYTYWNY PRZEKAZ BY SIĘ PRZYDAŁ”

Magdalena Sobolska w Enklawie
Magdalena Sobolska w Enklawie

Rita Müller: Założeniem projektu Enklawa było zapewnienie artystom i artystkom bezpiecznego miejsca i przestrzeni do pracy. Powiedz, jak Tobie pracuje się w galerii sztuki?

Magdalena Sobolska: Super! To jest moje pierwsze doświadczenie posiadania swojej pracowni i nierobienia wszystkiego w mieszkaniu. Miło jest się w tym zanurzyć i całkowicie się temu oddać. Otoczenie innymi osobami, które też są w procesie artystycznym jest bardzo twórcze i pomaga mi utwierdzić się w tym, co robię. Wymiana pomysłów, konfrontowanie swojej wizji z odbiorcą – co prawda bardzo specyficznym, bo też artystą – to dla mnie pierwsze spotkania, rozmowy i dzielenie się sztuką, nad którą tera pracuję.

Opowiedz proszę o projekcie, który realizujesz w ramach Enklawy.

Zgłosiłam się z dosyć konkretnym pomysłem; zależało mi na tym, żeby popracować na prawicowej prasie. W pewnej mierze wynikało to z bezsilności wobec tego, co działo się tuż przed wyborami prezydenckimi (moja rezydencja w Propagandzie zaczęła się akurat tydzień przed wyborami). Pomysł opierał się na geście przepisania i stworzenia nowej narracji z tego, co znajdę w tych magazynach. Ada Kaczmarczyk robiła kiedyś podobny projekt; w czasie swojego absolutnego zakochania w Oskarze Dawickim przepisywała „W połowie puste” (książkę autorstwa Łukasza Gorczycy i Łukasza Rondudy poświęconą życiu i twórczości Oskara Dawickiego – przyp. red.), żeby go ocalić. Nie wiem, czy chciałabym ocalić prawicę, ale pomyślałam, że jakiś pozytywny przekaz by się przydał. Obecnie mamy do czynienia z przepychanką między jedną stroną a drugą bez poszanowania ludzi – zwłaszcza osób LGBTQ. Dlatego głównym zamysłem było przepracowanie tej sytuacji – zarówno dla siebie, jak i dla innych. Chciałam zrobić to w formie zina, żeby każdy chętny mógł wziąć go ze sobą do domu i przeczytać. 

Magdalena Sobolska, kolaż, 2020
Magdalena Sobolska, kolaż, 2020

Dlaczego zajęłaś się negatywnym dyskursem wytwarzanym przez niektóre gazety? Czy zadecydowało o tym to, że rozpoczęłaś pracę tuż przed wyborami prezydenckimi?

To był  moment, w którym zdałam sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia niż bycie zaangażowaną. Okazało się, że nie jestem w stanie już tworzyć rzeczy, które nie są jakoś zaangażowane w politykę, bo ta polityka za bardzo wdziera się w życia prywatne. Byłam też bardzo zmęczona natłokiem negatywnych wydarzeń, czas pandemii  nadwyrężył moje siły. Potrzebowałam czegoś pozytywnego. 

I dlatego postanowiłaś poczytać prawicowe gazety...

Fascynowały mnie te gazety (m.in. „Do Rzeczy”, „Sieci”, „Gazeta Polska”, „Najwyższy Czas”, „Polska Niepodległa” – przyp.red.) bo nigdy wcześniej do nich nie sięgałam. Myślałam, że jest tam więcej pozytywnych treści na temat wartości, które prawica wyznaje. Czytałam głównie lewicowe informacje na temat prawicowych narracji i myślałam, że może to jest jakoś wyolbrzymione, że tak naprawdę nie ma tam aż tak dużo lęku i agresji.

Jak rozumiem, zamiast tradycyjnych wartości odnalazłaś w tych gazetach raczej różne sposoby atakowania innych?

Zdecydowanie tak. Szukałam w tych gazetach jakiegoś pozytywnego przekazu religijnego, np. mówienia o miłości do bliźnich. Zamiast tego pojawiały się wywiady z księżmi, którzy mówili bardzo drastyczne i nienawistne słowa, np. że „bolszewizm zalewa Polskę”, że wszyscy chcą zniszczyć kościół i wspólnotę. Tam nie ma żadnej próby dialogu, nie ma nawet wprost wyrażonej pochwały tradycyjnej rodziny. Cały przekaz budowany jest na strachu i przekonaniu, że wszyscy chcą atakować katolickie wartości i tradycje – nawet bez przypomnienia, co jest źródłem tych wartości, które należałoby chronić. 

Magdalena Sobolska, kolaż, 2020
Magdalena Sobolska, kolaż, 2020

Tworzysz nowe treści poprzez odwracanie negatywnego przekazu na pozytywny – można uznać, że to prosta metoda. Jak sama rozumiesz ten gest?

To jest technika, z której często korzystam w kolażu. Mam wrażenie, że jest najbliższa procesowi, który zachodzi w społeczeństwie, gdzie nie ma możliwości ucieczki od rzeczywistości ani od przeszłości, można tylko próbować je przetworzyć. To jest prosty gest, ale wydaje mi się, że ma w sobie moc, właśnie dlatego, że nie polega na tworzeniu czegoś nowego, tylko wykorzystywaniu tego, co już jest. To nie jest tworzenie zupełnie w kontrze do oryginalnych treści, ta forma jest w jakimś sensie dialogiem (chociaż domyślam się, że gdyby ten zin przeczytał ktoś ze skrajnej prawicy to odebrałby to jako prowokację). Usiadłam do tych magazynów z myślą, że chcę odnaleźć w nich pozytywne treści i jakoś je przetworzyć. Ale okazało się, że muszę się namęczyć, żeby te pozytywy odnaleźć. 

Skąd potrzeba szukania pozytywów w gazetach, których na co dzień nie czytasz i po których możesz spodziewać się bolesnych dla ciebie treści?

Osobiście nie rozumiem tego, że można kogoś dehumanizować i odbierać prawa człowieka. Spodziewałam, że prawica jest demonizowana w lewicowych mediach, że te wypowiedzi, które do mnie docierają są skrajne, a nie są mainstreamowymi treściami w tych gazetach. Ale okazało się, że jest tam bardzo dużo pogardy.

Treści, które powstały w wyniku Twojej pracy nie przeczytałybyśmy w lewicowej gazecie czy magazynie poświęconym tematyce LGBTQ, są one w pewien sposób przejaskrawione. Czy planowałaś taki efekt?

Raczej po prostu tak wyszło. Pozwoliło mi to zachować balans wobec dużej ilości negatywnych treści. Nie mogłam tego zrobić bardziej „neutralnie”, musiałam wytworzyć coś, co będzie dla nich przeciwwagą. 

Niektórzy mogliby jednak uznać, że twoje prace powielają znane podziały polityczne i narrację, w której są „oni” i „my”. Ale można też uznać, że w ten sposób przeprowadzasz egzorcyzmy na krzywdzących słowach, co służy przepracowaniu nienawistnych treści. 

Pasuje mi tu słowo egzorcyzmy. W którymś momencie moje działanie zaczęło być kreowaniem z kolaży artystycznej utopii, która jest próbą oddziaływania poprzez sztukę na rzeczywistość. Przykrym doświadczeniem było to, że w gazetach które czytałam słowa takie jak równość czy tolerancja były używane w ironiczny sposób. Dlatego jedną z metod mojej pracy stało się odzyskiwanie tych uniwersalnych wartości, poprzez pozbawienie cudzysłowu słów, które je nazywają. 

Magdalena Sobolska, kolaż, 2020
Magdalena Sobolska, kolaż, 2020

Skąd pomysł, żeby ta artystyczna utopia zaistniała w formie zina składającego się z kolaży?

Zawsze mnie ciągnęło do tej formy. Uznałam, że skoro Enklawa jest eksperymentalnym projektem i przestrzenią wolności, to stanowi dobrą okazję, żeby spokojnie pomyśleć i stworzyć własnego zina. Z kolei kolaż jest techniką, którą posługuję się na co dzień. Mam silne poczucie, forma kolażu pozwala dużo przekazać. To przekształcanie, pracowanie nad materią, która już istnieje, jest też powieleniem w polu sztuki procesu terapeutycznego.

Kolaż pozwala pokazać, że różne narracje współistnieją i się na siebie nakładają.

Zależało mi na tym, żeby to nie było coś totalnego, tworzonego zupełnie od zera. Nie chciałam wyrażać po raz kolejny swoich poglądów poprzez zestawianie materiałów, które są mi bliskie. Ta technika jest formą dialogu.  

Wprowadzasz w tych tekstach „poprawki” – zadrukowując nienawistne treści własną kompozycją lub wykreślając z artykułu, to co ci się w nim nie podoba. 

Wiele razy musiałam się powstrzymywać, żeby nie stworzyć czegoś totalnie w kontrze, albo żeby nie wyśmiać tych treści. Chciałam jakoś złagodzić ten przekaz, więc ostatecznie wszystkie negatywne emocje i zostały ze mną, a nie w zinie. Teraz tak sobie myślę, że chciałabym pokazać ten zin osobie o bardzo konserwatywnych poglądach i zobaczyć, czy byłaby w stanie o tym porozmawiać, na czas tej rozmowy zmiękczyć swoje poglądy i zobaczyć, że wszystko to, co nie jest heteronormą też jest „normalne”. W swoich pracach balansuję na granicy tego, co „druga strona” mogłaby zaakceptować.


5 sierpnia 2020 | Rozmawiała Rita Müller.