HOME OFFICE / ADA ZIELIŃSKA

 

W 40. dniu pandemii, gdy restrykcje zakazywały nawet wizyty w parku, w sercu opustoszałego miasta Ada Zielińska spełniła swój sen. Zeskłotowała salę konferencyjną kancelarii White&Case, najwyżej położonego biura w Warszawie. Zamknięta w szklanej wieży – całkiem dosłownie, bo wyjątkowa sytuacja uniemożliwiała jej wychodzenie z budynku w nocy – obserwowała martwe miasto. Ciche, z wygaszonymi światłami, bez ruchu ulicznego. Bez widoku ludzi, ale pełne mieszkańców, którzy w lęku, poukrywani w domach czekali na to, co ma nastąpić.

Apokaliptyczny kontekst i sceneria stały się pretekstem do autoportretu. Ada, 30-letnia kobieta, sfotografowała się w najczystszy i szczery sposób – w piżamie, bez makijażu, biżuterii czy ulubionych gestów i gadżetów, jak czapka z daszkiem, która jeszcze niedawno była stałym element jej selfie. Pokazała rozkopaną pościel, książki, wśród których mieszają się albumy z fotografią i psychologiczne poradniki, butelki wina, komputer i chaos nierozliczonych faktur. To jej home office, proza życia.

Ujęcie przywodzi na myśl pracę Tracey Emin My Bed, a jednocześnie staje się klamrą do wcześniejszej fotografii Zielińskiej z 11 listopada 2018 roku. W czerwonym świetle na ulicach miasta znów wydarza się dramat, tym razem zanurzony w ciszy i rozciągnięty w czasie. Katastrofa zlewa się z codziennością, świat, który znaliśmy, za chwilę zmieni się nie do poznania.

tekst: Basia Czyżewska

 

Praca Home Office powstała na zaproszenie i do kolekcji kancelarii White&Case